Makeup Revolution Naked Chocolate
Pozostajemy w temacie czekolad. Co prawda, nie tych do jedzenia, ale równie (jak nie bardziej) wspaniałych.
Dziś o tańszym produkcie, jakim jest paleta Naked Chocolate od Makeup Revolution. Zaznaczam też, że posiadam również Death by Chocolate, niestety jej opakowanie jest już tak zdewastowane, wyłamane i brzydkie,że nie "uraczę" Was jej widokiem. Jej wygląd spowodowany jest niestety tym, że zabierałam ją ze sobą wszędzie i zawsze (bo jest to bardzo uniwersalna paleta i można wyczarować każdy makijaż za jej pomocą), a jak wiadomo w pociągach, samolotach i innych środkach transportu o nasz bagaż nie zawsze dbają.
A więc zaczynamy. Pierwsze co rzuca nam się w oczy to prześliczne opakowanie, imitujące białą czekoladę. Wykonane z plastiku i niestety to w podróżach się nie sprawdza. Zdecydowanie na plus w tym wypadku wychodzi paletka Too Faced, solidniejsza i metalowa.
Jeśli chodzi o cienie to jestem pod bardzo dużym wrażeniem. Za cenę niecałych 40zł dostaniemy 16 świetnej jakości cieni do powiek. Pięknie się blendują, łączą ze sobą idealnie, a pigmentacja jest wspaniała. Konsystencja również jest niesamowita, niby sucha, a jednak jakby kremowa.
Kolory raczej ciepłe, beże i brązy. Zdecydowanie bardziej do dziennego makijażu, co nie znaczy, że nie możemy wyczarować i wieczorowego, gdyż da się :)
Paleta pachnie bardzo przyjemnie, jak kakao z mlekiem. Cena 40zł jak za taką jakość to wyjątkowa okazja, którą warto wykorzystać kupując czekoladowe palety Makeup Revolution :)
Dziś o tańszym produkcie, jakim jest paleta Naked Chocolate od Makeup Revolution. Zaznaczam też, że posiadam również Death by Chocolate, niestety jej opakowanie jest już tak zdewastowane, wyłamane i brzydkie,że nie "uraczę" Was jej widokiem. Jej wygląd spowodowany jest niestety tym, że zabierałam ją ze sobą wszędzie i zawsze (bo jest to bardzo uniwersalna paleta i można wyczarować każdy makijaż za jej pomocą), a jak wiadomo w pociągach, samolotach i innych środkach transportu o nasz bagaż nie zawsze dbają.
A więc zaczynamy. Pierwsze co rzuca nam się w oczy to prześliczne opakowanie, imitujące białą czekoladę. Wykonane z plastiku i niestety to w podróżach się nie sprawdza. Zdecydowanie na plus w tym wypadku wychodzi paletka Too Faced, solidniejsza i metalowa.
Jeśli chodzi o cienie to jestem pod bardzo dużym wrażeniem. Za cenę niecałych 40zł dostaniemy 16 świetnej jakości cieni do powiek. Pięknie się blendują, łączą ze sobą idealnie, a pigmentacja jest wspaniała. Konsystencja również jest niesamowita, niby sucha, a jednak jakby kremowa.
Kolory raczej ciepłe, beże i brązy. Zdecydowanie bardziej do dziennego makijażu, co nie znaczy, że nie możemy wyczarować i wieczorowego, gdyż da się :)
Paleta pachnie bardzo przyjemnie, jak kakao z mlekiem. Cena 40zł jak za taką jakość to wyjątkowa okazja, którą warto wykorzystać kupując czekoladowe palety Makeup Revolution :)
czwartek, 28 stycznia 2016
Czytaj dalej » 8Too Faced Chocolate Bar
Paleta Too Faced Chocolate Bar, to kolejny prezent gwiazdkowy, jaki pragnę Wam przestawić.
Jako,że od miesiąca niemal jej nie opuszczam, postanowiłam podzielić się swoją opinią o niej.
Paletę kupimy w Sephorze za 179zł, w kartonowym pudełeczku, w którym znajdziemy przepiękną metalową czekoladę. Opakowanie zamykane jest na magnes i wykonane bardzo solidnie. Cieszy oko, jak mało który kosmetyk :)
W środku znajdziemy 16 kolorów, matów jak i opalizujących cieni. Są to głownie brązy od jasnych, karmelowych, po ciemne, mocno czekoladowe. Trafimy również na róże i fiolety, a dwa kolory o największej gramaturze to jasny matowy beż (white chocolate) i szampański opalizujący cień (champagne truffle)
Cienie są bardzo dobrze napigmentowane i z łatwością się blendują. Nadają się do jasnych, dziennych makijaży jak i na większe wyjścia. Utrzymują się na powiece cały dzień (choć należy zaznaczyć,że zawsze używam bazy).
Cienie mają zapach kakao (w składzie znajdziemy puder kakaowy), co z pewnością dodaje tej palecie jeszcze większego uroku.
Prawdopodobnie nie jest to ostatnia czekoladowa paleta Too Faced w mojej kolekcji, gdyż wersje semi-sweet i bon bon kuszą niesamowicie :)
Jako,że od miesiąca niemal jej nie opuszczam, postanowiłam podzielić się swoją opinią o niej.
Paletę kupimy w Sephorze za 179zł, w kartonowym pudełeczku, w którym znajdziemy przepiękną metalową czekoladę. Opakowanie zamykane jest na magnes i wykonane bardzo solidnie. Cieszy oko, jak mało który kosmetyk :)
W środku znajdziemy 16 kolorów, matów jak i opalizujących cieni. Są to głownie brązy od jasnych, karmelowych, po ciemne, mocno czekoladowe. Trafimy również na róże i fiolety, a dwa kolory o największej gramaturze to jasny matowy beż (white chocolate) i szampański opalizujący cień (champagne truffle)
Cienie są bardzo dobrze napigmentowane i z łatwością się blendują. Nadają się do jasnych, dziennych makijaży jak i na większe wyjścia. Utrzymują się na powiece cały dzień (choć należy zaznaczyć,że zawsze używam bazy).
Cienie mają zapach kakao (w składzie znajdziemy puder kakaowy), co z pewnością dodaje tej palecie jeszcze większego uroku.
Prawdopodobnie nie jest to ostatnia czekoladowa paleta Too Faced w mojej kolekcji, gdyż wersje semi-sweet i bon bon kuszą niesamowicie :)
wtorek, 26 stycznia 2016
Czytaj dalej » 17Jeffree Star Velour Liquid Lipstick
Velour Liquid Lipstick by Jeffree Star Cosmetics to produkt, o którym marzyłam odkąd tylko pojawił się na rynku. Na początku dostępne były jedynie w trzech odcieniach (Redrum, Prom Night i I'm Royalty), które bardzo szybko się wyprzedały. Ściągać ze Stanów pojedynczo by się nie opłacało, więc czekałam na kolejne kolory. Czekałam i czekałam... Wchodziły nowe kolory, coraz piękniejsze i coraz więcej,a mi jakoś nie było po drodze do ich zamówienia. Aż pewnego dnia w poszukiwaniu pędzli Morphe Brushes natrafiłam, zupełnie przypadkowo, na glowstore.pl na szminki w płynie Jeffree'go Stara. W Polsce! Cudownie! Od razu w moim koszyku wylądowały kolory Doll Parts i Redrum, jako że akurat zbliżało się Boże Narodzenie wybrałam je jako prezent świąteczny dla mnie ;). Z bólem serce przekazałam Mikołajowi i czekałam do Bożego Narodzenia by otworzyć te cuda.
Formuła tych szminek w płynie jest jedyna i wyjątkowa, tak przyjemnych jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się używać. Nie wysuszają ust, pięknie się na nich rozprowadzają. Ich pigmentacja powala na kolana. Są niesamowite. Na ustach wytrzymują długie godziny. Można w nich jeść, pić i nic się nie dzieje.
Kolory są obłędne. Obecnie w swojej kolekcji posiadam 4, ale już myślę o kolejnych.
Moim ulubionym kolorem jest Unicorn Blood. Tak pięknego bordo jeszcze nie widziałam :)
Redrum to klasyczna czerwień, którą każda kobieta pokocha od pierwszego wejrzenia.
Doll Parts przygaszony róż, lecz wcale nie blady.
I'm Nude klasyczny beż, dość jasny.
Unicorn Blood faktycznie ma kolor nieco zakrzepłej krwi.
Szminki można ze sobą mieszać i tworzyć niezliczoną ilość nowych odcieni. Bardzo ładnie wygląda Doll Parts wymieszany z kolorem I'm Nude.
Polecam każdemu, kto potrzebuje niezawodnej szminki i lubi mocne kolory na ustach:)
Koszt to 89,90zł, co za taką jakość jest bardzo niską ceną.
Formuła tych szminek w płynie jest jedyna i wyjątkowa, tak przyjemnych jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się używać. Nie wysuszają ust, pięknie się na nich rozprowadzają. Ich pigmentacja powala na kolana. Są niesamowite. Na ustach wytrzymują długie godziny. Można w nich jeść, pić i nic się nie dzieje.
Kolory są obłędne. Obecnie w swojej kolekcji posiadam 4, ale już myślę o kolejnych.
Moim ulubionym kolorem jest Unicorn Blood. Tak pięknego bordo jeszcze nie widziałam :)
Redrum to klasyczna czerwień, którą każda kobieta pokocha od pierwszego wejrzenia.
Doll Parts przygaszony róż, lecz wcale nie blady.
I'm Nude klasyczny beż, dość jasny.
Unicorn Blood faktycznie ma kolor nieco zakrzepłej krwi.
Szminki można ze sobą mieszać i tworzyć niezliczoną ilość nowych odcieni. Bardzo ładnie wygląda Doll Parts wymieszany z kolorem I'm Nude.
Polecam każdemu, kto potrzebuje niezawodnej szminki i lubi mocne kolory na ustach:)
Koszt to 89,90zł, co za taką jakość jest bardzo niską ceną.
niedziela, 24 stycznia 2016
Czytaj dalej » 10Urban Decay Naked Smoky Eyeshadow Palette
Paleta Naked Smoky jest ze mną już od listopada i myślę, że pora by coś więcej o niej napisać, szczególnie, gdyż gości na moich powiekach prawie codziennie.
Paleta wykonana jest z bardzo solidnego plastiku. Opakowanie bardzo mi się podoba i zdecydowanie pasuje do nazwy palety. Znajdziemy w niej 12 cieni,1,3g każdy. 4 satynowe, 4 matowe i 4 połyskujące z drobinkami. Kolory nadają się zarówno do makijaży dziennych, jak i typowo wieczorowych.
Cienie są pięknie napigmentowane. Bardzo dobrze się z nimi pracuje. Nie osypują się. Moimi faworytami są Black Market i Whiskey.
Do palety dołączony jest pędzelek całkiem niezłej jakości, choć przyznam się szczerze, że u mnie pędzli dostatek i akurat tego używam sporadycznie.
Koszt tej palety to 225zł. Można ją dostać w Sephorze. Mi udało się ją kupić na nocy zakupów o 20% taniej co przy takiej sumie daje całkiem niezłą kwotę (na waciki wystarczy ;)).
Uważam jednak,że jest zdecydowanie warta swojej podstawowej ceny i każdy kto jeszcze się waha, może śmiało ją kupić, gdyż przyda się na co dzień, jak i na wielkie wyjścia.
Naked Smoky jest moją pierwszą paletą Urban Decay (dziwne prawda? i ten błąd trzeba nadrobić zakupując kolejne ;).
Paleta wykonana jest z bardzo solidnego plastiku. Opakowanie bardzo mi się podoba i zdecydowanie pasuje do nazwy palety. Znajdziemy w niej 12 cieni,1,3g każdy. 4 satynowe, 4 matowe i 4 połyskujące z drobinkami. Kolory nadają się zarówno do makijaży dziennych, jak i typowo wieczorowych.
Cienie są pięknie napigmentowane. Bardzo dobrze się z nimi pracuje. Nie osypują się. Moimi faworytami są Black Market i Whiskey.
Do palety dołączony jest pędzelek całkiem niezłej jakości, choć przyznam się szczerze, że u mnie pędzli dostatek i akurat tego używam sporadycznie.
Koszt tej palety to 225zł. Można ją dostać w Sephorze. Mi udało się ją kupić na nocy zakupów o 20% taniej co przy takiej sumie daje całkiem niezłą kwotę (na waciki wystarczy ;)).
Uważam jednak,że jest zdecydowanie warta swojej podstawowej ceny i każdy kto jeszcze się waha, może śmiało ją kupić, gdyż przyda się na co dzień, jak i na wielkie wyjścia.
Naked Smoky jest moją pierwszą paletą Urban Decay (dziwne prawda? i ten błąd trzeba nadrobić zakupując kolejne ;).
poniedziałek, 18 stycznia 2016
Czytaj dalej » 9The Body Shop truskawkowe masełko do ust
Masełko The Body Shop kupiłam już jakiś czas temu, przy okazji wizyty w Galerii Bałtyckiej i sklepie TBS.
Na masełko truskawkowe miałam ochotę już dawno, ale albo go nie było, albo zapas mazideł do ust był tak duży,że nie było sensu kupować nic nowego ;). Tym razem było inaczej, także te masełko jako pierwsze wylądowało w moim koszyku.
Miałam okazję używać już masełka o zapachu mango i bardzo przypadło mi do gustu. W działaniu się nie różnią. Są treściwe, dobrze nawilżają i chronią usta. Niewielka ilość wystarczy do ich posmarowania. Zlikwidują wszelkie suche skórki i doskonale nadają się jako baza pod pomadkę.
Zapach truskawki niesamowicie słodki i przyjemny. Pudełeczko również jest urocze i pewnie po zużyciu produktu znajdę mu jakieś zastosowanie np. na krem nivea do torebki, czy krem do twarzy zabrany w podróż.
Koszt to około 23zł i zdecydowanie warto je wydać na taki produkt :) Jeszcze nie raz wrócę do tych masełek.
Na masełko truskawkowe miałam ochotę już dawno, ale albo go nie było, albo zapas mazideł do ust był tak duży,że nie było sensu kupować nic nowego ;). Tym razem było inaczej, także te masełko jako pierwsze wylądowało w moim koszyku.
Miałam okazję używać już masełka o zapachu mango i bardzo przypadło mi do gustu. W działaniu się nie różnią. Są treściwe, dobrze nawilżają i chronią usta. Niewielka ilość wystarczy do ich posmarowania. Zlikwidują wszelkie suche skórki i doskonale nadają się jako baza pod pomadkę.
Zapach truskawki niesamowicie słodki i przyjemny. Pudełeczko również jest urocze i pewnie po zużyciu produktu znajdę mu jakieś zastosowanie np. na krem nivea do torebki, czy krem do twarzy zabrany w podróż.
Koszt to około 23zł i zdecydowanie warto je wydać na taki produkt :) Jeszcze nie raz wrócę do tych masełek.
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Czytaj dalej » 11Paczka od Yodeyma Paris
Jakież było moje zdziwienie, kiedy w sylwestrowy poranek kurier zapukał do moich drzwi i wręczył mi paczkę, oznajmiając, że są to darmowe próbki do gabinetu.
Przesyłka była dużych rozmiarów, a ja równie bardzo zdziwiona, gdyż nic takiego nie zamawiałam.
Po otworzeniu moim oczom ukazał się stojak, ulotki, małe, duże jak i pełnowymiarowe butelki perfum! Bardzo miła niespodzianka na zakończenie roku :).
Perfumy są bardzo ładne, a zapach długo się utrzymuje. Wybór zapachów jest ogromny, zarówno damskich jak i męskich. Wszystkich nie udało mi się jeszcze użyć.
Moje klientki na pewno zostaną zapoznane z zapachami tej firmy i otrzymają ode mnie ich próbki do przetestowania :). Firmie Yodeyma serdecznie dziękuję i pewnie za jakiś czas pojawi się tu dłuższa recenzja :).
Przesyłka była dużych rozmiarów, a ja równie bardzo zdziwiona, gdyż nic takiego nie zamawiałam.
Po otworzeniu moim oczom ukazał się stojak, ulotki, małe, duże jak i pełnowymiarowe butelki perfum! Bardzo miła niespodzianka na zakończenie roku :).
Perfumy są bardzo ładne, a zapach długo się utrzymuje. Wybór zapachów jest ogromny, zarówno damskich jak i męskich. Wszystkich nie udało mi się jeszcze użyć.
Moje klientki na pewno zostaną zapoznane z zapachami tej firmy i otrzymają ode mnie ich próbki do przetestowania :). Firmie Yodeyma serdecznie dziękuję i pewnie za jakiś czas pojawi się tu dłuższa recenzja :).



